Jako nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi przeczytałam Wyspę Dziewięciu Skarbów przede wszystkim z perspektywy praktyka. Przez lata pracy edukacyjnej obserwowałam setki dzieci i wielokrotnie przekonywałam się, jak bardzo różnią się one sposobem reagowania, funkcjonowania w grupie, motywacją, tempem pracy czy potrzebą kontaktu z nauczycielem. Dlatego szczególnie bliska jest mi jedna z głównych idei tej książki: nie istnieje jeden sposób pracy, wychowania czy komunikacji, który będzie równie skuteczny w przypadku każdego dziecka.
Przeczytaj całą recenzję Darii Szulc
Autorka proponuje własną typologię dzieci – dziewięciu „skarbów” – pokazując charakterystyczne dla nich potrzeby, mocne strony, trudności oraz możliwe kierunki rozwoju. Szczególnie wartościowe jest dla mnie to, że nie poprzestaje na opisie poszczególnych typów, ale odnosi je do konkretnych sytuacji z życia dziecka w zakresie: nauki, relacji, funkcjonowania w grupie, jego sposobu reagowania na dorosłych, zainteresowań czy radzenia sobie z emocjami.
Czytając kolejne rozdziały, wielokrotnie przypominałam sobie swoich uczniów. Dziecko, które potrzebuje rywalizacji i wyzwań, aby się zaangażować. Takie, które pod wpływem presji wycofuje się i potrzebuje czasu oraz poczucia bezpieczeństwa. Ucznia, który najlepiej funkcjonuje wtedy, gdy dokładnie wie, co ma zrobić, oraz takiego, któremu nadmiar zasad odbiera swobodę i ogranicza naturalną kreatywność. Z punktu widzenia nauczyciela te różnice mają ogromne znaczenie, ponieważ wpływają nie tylko na zachowanie dziecka, lecz także na sposób, w jaki się ono uczy, buduje relacje i reaguje na stawiane mu wymagania.
Za szczególnie interesującą uważam część dotyczącą dynamiki grupowej. W edukacji często koncentrujemy się na zachowaniu pojedynczego dziecka, podczas gdy jego sposób funkcjonowania może zmieniać się w zależności od tego, z kim pracuje. To, co dla jednego ucznia jest naturalnym sposobem działania, dla drugiego może stać się źródłem frustracji. Świadomość tych różnic pozwala inaczej spojrzeć na konflikty, pracę w parach i grupach oraz role, które dzieci spontanicznie w nich przyjmują.
Dużą zaletą książki jest również jej praktyczny charakter. Autorka nie tworzy chłodnego katalogu cech. Korzysta z doświadczeń własnej pracy terapeutycznej, opisuje konkretne dzieci i sytuacje oraz pokazuje, w jaki sposób dorosły może odpowiadać na ich różne potrzeby. Dzięki temu wiele opisów można łatwo odnieść do rzeczywistych sytuacji, które rodzice, nauczyciele i terapeuci znają ze swojej codzienności.
Cenne jest także rozszerzenie tej perspektywy na samych rodziców. Dziecko nie funkcjonuje przecież w próżni. Dorosły również wnosi do relacji własny temperament, sposób komunikowania się, własne potrzeby, oczekiwania i ograniczenia. Ta część książki zachęca więc nie tylko do uważnego obserwowania dziecka, ale również do przyjrzenia się sobie i własnemu sposobowi budowania z nim relacji.
Wyspę Dziewięciu Skarbów warto przy tym czytać jako zaproszenie do refleksji, a nie jako gotową instrukcję przewidywania przyszłości dziecka. Autorka tworzy swoją koncepcję, łącząc doświadczenie terapeutyczne, psychologię archetypów oraz symbolikę liczb. Dla części czytelników numerologia będzie interesującym językiem symbolicznym, inni mogą podchodzić do niej z większym dystansem. Nie trzeba jednak przyjmować wszystkich założeń tej koncepcji, aby skorzystać z tego, co uważam za jedną z najważniejszych wartości książki: zachęty do uważniejszej obserwacji dziecka i próby zrozumienia świata z jego perspektywy. Jako nauczycielka właśnie ten aspekt uważam za szczególnie ważny. W edukacji bardzo łatwo ocenić dziecko przez pryzmat tego, czy jest „grzeczne”, „zdolne”, „pracowite”, „spokojne” albo „trudne”. Znacznie bardziej wymagające – ale też znacznie bardziej wartościowe – jest zadanie sobie pytania: dlaczego to dziecko zachowuje się właśnie w taki sposób i czego potrzebuje, aby móc się rozwijać?
Wyspa Dziewięciu Skarbów przypomina również o czymś, co po wielu latach pracy z dziećmi uważam za fundamentalne: różnica nie oznacza deficytu. Dziecko, które nie odnajduje się w jednym środowisku, może rozkwitnąć w innym. To, co w szkolnej ławce bywa postrzegane jako problem, w odpowiednich warunkach może okazać się kreatywnością, niezależnością, wrażliwością, zdolnością przywódczą, analitycznym myśleniem czy wyjątkową umiejętnością budowania relacji.
Dlatego tę książkę traktuję przede wszystkim jako inspirację do uważniejszego patrzenia na dzieci. Może być interesującą lekturą dla rodziców, ale widzę w niej również wiele tematów do refleksji dla nauczycieli, wychowawców, terapeutów i innych osób pracujących z dziećmi.
Najważniejsze pytanie, które pozostaje ze mną po tej lekturze, nie brzmi więc: „Do którego typu należy to dziecko?”, lecz: „Co mogę zrobić jako dorosły, aby lepiej dostrzec jego indywidualność i stworzyć mu warunki, w których będzie mogło rozwijać swój potencjał?”.
I właśnie za skłonienie mnie do ponownego zadania sobie tego pytania – mimo wielu lat pracy z dziećmi – najbardziej cenię Wyspę Dziewięciu Skarbów.